But it’s the truth even if it didn’t happen.
– Ken Kesey

Napisano “miejsce niebezpieczne”. Myślę “niebezpiecznie bezpieczne”. Spalone wielokrotnie przestrzenie, do tej pory czuć żar i swąd, atmosfera niemiejsca wgryza się mocno w gardło. Opuszczamy piwnice, aparat zaczął łzawić, bolą nas oczy od niewidzenia, latarka wyodrębnia pustkę z pyłu. Jestem bardziej nawiedzona niż ta przestrzeń, mam lepsze niż kiedyś alibi na tuobecność, schody bez poręczy pewniejsze niż z nimi, tym razem idę śmiało.

Po raz pierwszy z ulgą i spokojem obserwuję funkcję, której już nie ma. Po raz pierwszy gorąco pragnę eksplorować miejsca na małą chwilę po ich opuszczeniu. Gdy jeszcze nie zauważyły, że zniknęły duchy. Zanim zaczną nawiedzać je duchy. Zanim wejdzie pierwszy stalker, nadający nieodwracalnie nowy sens zdumionej konstrukcji. Ktoś był odpowiedzialny za coś, czego nie oswoił. Bezdomny kot, pan na włościach. Ładny, mądry nauczyciel mówi, że głupie są zdjęcia kotów. Jesteśmy w świecie bezmądrych. Nauczycieli. I komin się uśmiecha. I na dachu stabilnie.

Dobre miejsce na spalenie wspomnień. Zastanawialiśmy się, po co tyle razy podkładać tu ogień, raz za razem, raz za razem, chyba już nic więcej nie można stąd puścić z duchami. A teraz myślę, jeśli jest jakieś dobre miejsce na ogień…

Ale to się nigdy nie wydarzyło.