Więc tym jest pamięć.
Migotaniem. Rwanym prądem w żyłach. Rwanym drutem bez kolców.
Kołtunem, rozplącz go wyszarpując z barków głowę. Zrzucając ciężar. Skórzaną walizkę pełną wnętrzności, zakopanych skarbów, kurzu. Pustą.
Chwiejnością, nierównym pulsem. Spłowiałym zapachem ciasta, ostrym pleśni.
Wiatrem.

I jeżeli nawet nic nie znika z kronik świata. Czy to coś zmienia.