Kilka lat temu w Górach Izerskich powstał rezerwat ciemności. Służy ochronie ciemności przed zanieczyszczeniem światłem. A więc ciemność jest czymś, co należy chronić. A więc lęk przed ciemnością nas zwodzi. Jak każdy lęk.

W świecie niezalanym powodzią marnowanego światła można by wyjrzeć przez okno i zobaczyć jak na dłoni Mleczną Drogę. Mamy chroniczne flary w oczach, rękaw ciemniowy nieszczelny, obraz na wyjściu kaleki.

Lubię kalekie obrazy. Lubię ciemności i niedźwiedzie. Chyba lubię się bać.

Ciemność-zagrożenie-nieświadomość-niezrozumienie. Kwintesencja abstrakcji. Kwintesencja wszechświata. Ostatnio postawiono hipotezę, że zamieszkujemy wnętrze czarnej dziury. Podobno to by wiele wyjaśniało.

Zaśmieciliśmy to miejsce ławicami martwych świateł. Z pomieszania odblasków latarek i zawilgłego mroku spłynęły cienie. Olbrzymie. Karykaturalne. Nieomal żywe. Obraz utajony po drugiej stronie weneckiego lustra. W półmroku majaki.

W niedzielny wieczór odbijaliśmy na kuchennej ścianie figury ulane z wosku przez klucz hydrauliczny. Zobaczyłam kostropatą planetę i pana z nożem. Trzymał ten nóż z uczuciem, jak smyczek. Ostrze blisko szyi gotowe do błyskawicznego cięcia. Myślę, że to dobra wróżba.