A gdyby tak zacząć od ostatniego zdania.
Jeżeli nawet je znam, to skąd pewność, że takie zostanie.

Jeżeli ruszamy w drogę, to niepewność celu jest dość naturalna. Trudno ufać znakom, szpilkom na mapie, pajęczynom dróg. Ale na czym innym bazować.

Wzięliśmy zapas szpilek. I łom.

To była dobra podróż. Dobry cel, nieuwiązany współrzędnymi. Byliśmy uparci na tyle tylko, by o tym pamiętać. Odważyć się gdzieś zawrócić, coś ominąć, rzucać szpilki na wiatr.

Kreślić przestrzeń, przekreślać znaki, oznaczać, a nie nazywać. Do tej pory kłócę się z sobą, próbując ulokować cel w jakiejkolwiek znanej mi przestrzeni. Przestrzeń językowa podpowiada słowa bliskoznaczne:

>>> kierunek
>>> koniec
>>> racja istnienia
>>> urojenie
>>> wola
>>> próby

Próbuję przyswoić wciąż powtarzaną nie do przyswojenia lekcję. Nie spiesz się. Czas jest. Jesteś w drodze po czas.

Jak się nie spieszyć, gdy gonią cię duchy. Jak się nie spieszyć, gdy te same duchy przed tobą uciekają.
Jak zmierzyć się z tym, czego nie ma.

droga >>> wybór
>>> możliwość
>>> wyjście

A jednak jest. >> Jestem. W połowie drogi po czas.